logo

Nr 1 (36), 24 maja 2011 r.

Festiwal festiwali

Rozmowa z Mikołajem Buszko, dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej „Hajnówka"

Na czym będzie polegała wyjątkowość tegorocznego festiwalu?

zdjecie

— Wynika ona z tego kto będzie uczestnikiem tegorocznego festiwalu. Jest to jubileuszowa, trzydziesta edycja (24-29 maja), na której wystąpią nasi najlepsi dotychczasowi laureaci. Wyjątkowość polegać będzie również na tym, że chóry uczestniczące w tej edycji mają świadomość tej wyjątkowości. To będzie konkurs konkursów. I odnosi się to do wszystkich kategorii chórów: parafialnych,( które zjadą do nas z 11 krajów), amatorskich-świeckich, dziecięcych i profesjonalnych, mam tu na myśli chóry uczelni muzycznych i zawodowe. Wyjątkowość naszego festiwalu polega również na tym, że jest to jedyny w Polsce festiwal chóralny, gdzie w konkursowe szranki stają profesjonalne zespoły. Nie znam podobnego konkursu gdzie indziej na świecie. Jest to impreza świecka, realizowana przez świeckich organizatorów. Od kiedy wpadłem na pomysł, nigdy nie traktowałem festiwalu jako wydarzenia religijnego. Wyjątkowość festiwalu, nie tylko tego jubileuszowego polega na tym, że muzykę cerkiewną wykonują chóry, bez względu na wyznanie czy narodowość. Są więc chóry prawosławne, katolickie, protestanckie, staroobrzędowców. Ale kto by kiedyś pomyślał, że nasz Festiwal może być tak interesujący, że są chóry, które pokonują kilkutysięczną odległość, aby do nas dotrzeć. Mam tu na myśli nie tylko chrześcijan ale również muzułmanów, wyznawców mojżeszowych czy innych religii. Przez te trzydzieści lat w naszym festiwalu uczestniczyło około siedmiuset chórów z trzydziestu pięciu krajów świata. Festiwal uzyskał znaczącą pozycję w świecie, a jego nazwa — hasło „Hajnówka" to ogromna renoma. Niezależnie od tego czy przez dwadzieścia jeden lat trwał w Hajnówce: w starej cerkiewce, w soborze, w domu kultury, czy przez ostatnich osiem lat w Białymstoku. Nasi laureaci to najlepsza jego wizytówka potwierdzająca poziom artystyczny i organizacyjny Festiwalu. Kiedy zaczynaliśmy festiwal, muzykę cerkiewną w Polsce wykonywał jeden profesjonalny chór, prowadzony przez osobę, której Cerkiew w Polsce powinna postawić pomnik, czyli przez ks. Jerzego Szurbaka. To On jako pierwszy, po wojnie, wyprowadził muzykę cerkiewną poza świątynię prawosławną, pokazując jej wielkość i znaczenie w salach koncertowych i świątyniach innych wyznań świata. Dzisiaj większość chórów w Polsce, w tym profesjonalne, mają w repertuarze muzykę cerkiewną.

A konkretnie, ile chórów i z ilu, jakich krajów wystąpi podczas tegorocznej, jubileuszowej edycji?

— Przez trzydzieści lat zawsze powtarzałem, że o ostatecznym kształcie festiwalu decydują ostatnie chwile. To jest ogromna machina do pokonania przez organizatorów i uczestników. Spodziewamy się trzydziestu chórów, spośród siedemdziesięciu, które wyraziło chęć udziału, z siedemnastu krajów Europy, Azji i Afryki. Mówiąc o Europie, mam także na myśli polskich znakomitych laureatów, a wśród nich słynne „Żurawie", górniczy wówczas chór Politechniki Wrocławskiej czy olsztyński chór „Bel Canto", prowadzony przez podlasianina, dzisiaj już docenta Jana Połowianiuka. Trzeba dodać, że większość najlepszych polskich chórów uczestniczyła już u nas. Festiwal pokazał Białostocczyźnie i Polsce, że można inaczej patrzeć na prawosławie, na swoje dziedzictwo i kulturę. Ale Festiwal to także popularyzacja muzyki cerkiewnej tam, gdzie ona jest nieznana. Nasza impreza to nie tylko kilka dni majowych, w czasie których odbywają się przesłuchania konkursowe. Chóry wracają do swoich krajów i już na zawsze włączają muzykę cerkiewną do swojego repertuaru. Nasz Festiwal jest również traktowany jako wzorzec do naśladowania. Dzięki naszemu, powstało w świecie wiele festiwali muzyki cerkiewnej. Wielu organizatorów powołuje się na nas. Są niestety tacy jak organizatorzy powstałych w 2002 roku Hajnowskich Dni Muzyki Cerkiewnej, którzy przyjmując model i doświadczenia, nie przyznają się do tego, a nawet bezprawnie przypisują sobie nasz pomysł, dorobek i tradycję.

Słuchacze tegorocznego festiwalu będą mieli nie lada gratkę, występ osławionego chóru „Swiesznikowa" z Moskwy pod kierunkiem prof. Borysa Tewlina. Na czym polega fenomen tego chóru?

— Jest to dla nas chór bardzo ważny, bo to jeden z najznakomitszych chórów rosyjskich i do tego nasz laureat. Państwowy Chór im. A. Swiesznikowa (co prawda pod innym kierownictwem, bo prof. Rajewskiego, który obecnie prowadzi słynny chór Aleksandrowa), wygrał festiwal w 2001 r. Przez wiele lat był to reprezentacyjny chór ZSRR. Śpiewają w nim najwybitniejsi chórzyści. Prowadzi go obecnie prof. B. Tewlin, który jest również kierownikiem Wydziału dyrygentury chóralnej w moskiewskim Konserwatorium. To także nasz laureat i wielokrotny juror.

Tegoroczny festiwal ma wyjść poza budynek Filharmonii i Opery Podlaskiej...

zdjecie

Zespół Republiki Adżarskiej, Batumi (Gruzja)

— To nie jest nic nowego. Jubileuszowa edycja festiwalu jest odzwierciedleniem dotychczasowych działań. W 1982 r. festiwal odbywał się w małej drewnianej cerkiewce, później w soborze. Ale przez kilkanaście lat koncerty galowe odbywały się w domu kultury. Festiwal odbywał się także w innych świątyniach i salach koncertowych Białegostoku i kraju, przez dwadzieścia pięć lat również w Filharmonii Białostockiej, za sprawą koncertów, a później całego Festiwalu. Przez wiele lat koncerty festiwalowe organizowaliśmy także w Pałacu Branickich. Tak będzie i w tym roku. Dlatego, że festiwal, poza sławieniem muzyki cerkiewnej, ukazywał to, co na Podlasiu jest piękne. Stąd przy okazji festiwalu prezentacja tutejszych twórców i ich dorobku oraz najważniejszych naszych skarbów, jak chociażby Puszczy Białowieskiej. Grzechem byłoby nie pokazać międzynarodowym wykonawcom i widzom perełki naszej architektury — Pałacu Branickich. Tym bardziej, że jego Aula Wielka posiada piękne wnętrze, a przy tym znakomitą akustykę. Tegoroczny festiwal to również działania w całej Polsce. To dwudziesty już warszawski koncert w świątyni protestanckiej, kościele Świętej Trójcy, od wielu lat pod patronatem kolejnych prezydentów stolicy. To także tradycyjne koncerty w Krakowie, w tym w Bazylice Mariackiej. To również inne miasta i miasteczka. Chcę przypomnieć również, że wielokrotnie przy okazji Festiwalu prezentowaliśmy dzieła wybitnych polskich kompozytorów, w tym instrumentalno-wokalne. Od przywiezionej 15 lat temu i wykonanej przez Serbów i orkiestrę filharmonii białostockiej kompozycji M. Rogowskiego, do słynnej „Jutrzni" K. Pendereckiego, którą w 2006 r. udało się zrealizować w białostockiej bazylice i powtórzyć jako rosyjską prapremierę, w słynnym Smolnym Soborze w Sankt Petersburgu. Festiwal to liczne symbole, o które ocieramy się na co dzień.

Który z Festiwali Pana zdaniem był najciekawszy, a może któryś był przełomowy?

— Zadał Pan bardzo trudne pytanie. To tak, jakby zapytać ojca czy matkę, które dziecko najbardziej kocha. Wszystkie festiwale były ciekawe i znakomite. I sądzę, że nie jest to tylko moje odczucie. Ciarki, które przechodziły po plecach to najlepszy barometr, a one przechodziły wielokrotnie. Jeśli natomiast chodzi o stronę organizacyjną, to bywało różnie. Było trudno, kiedy musieliśmy się bronić przed nieuzasadnionymi atakami. Musieliśmy zdecydować, czy realizować Festiwal takim, jakim on był przez dwadzieścia lat, w formule otwartej dla wszystkich, świeckiej, czy podporządkować Festiwal lokalnym autorytetom politycznym i religijnym. Zdecydowaliśmy się — i zapłaciliśmy za to dużą cenę — bronić formuły, która się sprawdziła zdobywając światowe uznanie i rozgłos. Formułę festiwalu apolitycznego, świeckiego i otwartego na wszystkich. Taki będzie również trzydziesty Festiwal. Cieszę się, że przy okazji Festiwalu mogłem poznać wielu wspaniałych ludzi takich jak prof. Romuald Twardowski (od lat przewodniczący festiwalowego jury — M.C.) czy Krzysztof Penderecki (patron artystyczny Festiwalu — M.C.), którzy dzięki naszemu Festiwalowi, zaistnieli jeszcze bardziej na Podlasiu.

Jak to się stało, że do Festiwalu dołączyły chóry z zagranicy i zaczął on mieć formułę międzynarodową?

zdjecie

Chór Cerkwi św. Symeona, Kamieniec (Białoruś)

— Jednym z pierwszych chórów był maleńki, kameralny zespół z Kuowalo w Finlandii, uczestniczący w jednej z pierwszych młodzieżowych pielgrzymek na Św. Górę Grabarkę. Sami przedstawiciele tego chóru zapytali, czy mogą wziąć udział w naszej hajnowskiej imprezie. Później dzięki naszym staraniom pojawiły się chóry z innych krajów. Kolejnym był chór z Bułgarii. Później po wielu rozmowach z gruzińskim ministerstwem kultury, które — cytując klasyka — były jak „chażdienije po mukam", wystaraliśmy się, aby przyjechał do nas chór męski „Orowela". Ciekawym również przypadkiem był rosyjski chór „Wiwat". To był pierwszy profesjonalny, wielki chór akademicki z Moskwy. Jego dyrygent Igor Żurawlenko sam się dowiedział o Festiwalu, a o jego chęci wystąpienia dowiedzieliśmy się z ministerstwa kultury w Warszawie. Z korespondencji wynikało, że chór ten chciał wystąpić w naszym Festiwalu jako festiwalu muzyki dawnej. Prostowaliśmy, że organizujemy festiwal muzyki cerkiewnej. Po kolejnych pismach zrozumieliśmy, że nazwa muzyka cerkiewna, wtedy jeszcze w rosyjskim obiegu nie istniała. Owszem wysyłano wówczas na Zachód wiele płyt z muzyką cerkiewną, które i do mnie docierały, ale w samym ZSRR był to temat zakazany. Był to czas , kiedy do władzy doszedł Michaił Gorbaczow. Co prawda Michaił Siergiejewicz będąc na koncercie muzyki cerkiewnej (jak relacjonowała solistka chóru, a jednocześnie wysoka urzędniczka radzieckiego Ministerstwa Kultury) głośno „chłopał i kriczał brawo", to jednak zgody na służbowy wyjazd do Hajnówki nie otrzymała i mogła wyjechać tylko prywatnie. Chcieliśmy ten chór zaprosić na trzydziestą edycję Festiwalu. Jednak stan zdrowia dyrygenta na to nie pozwolił. Później już „posypały" się chóry z zagranicy. Ich uczestnictwo to wynik długiej i ciężkiej pracy moich współpracowników i mojej. Festiwal stał się marką. Wielu chórom ze świata, które chciały wziąć udział musieliśmy wielokrotnie odmówić. Zdarzało się, że mogliśmy zaprosić chóry dopiero po siedmiu latach oczekiwania. Niektórym to się opłacało, bo wyjeżdżali jako laureaci pierwszych nagród.

Wspomniał Pan podczas naszej rozmowy ks. Jerzego Szurbaka. Czy mógłby Pan powiedzieć, co Festiwal mu zawdzięcza?

— Tak jak już powiedziałem, zasługi ks. Szurbaka dla muzyki cerkiewnej i w ogóle dla Cerkwi, są nieocenione. Był w Polsce pierwszym, który wyprowadził muzykę cerkiewną ze świątyni prawosławnej i pokazał jej piękno w innych świątyniach i salach koncertowych świata. Kiedy w latach siedemdziesiątych przymierzałem się do organizacji Festiwalu, pomyślałem też o ks. Szurbaku, który prowadził już wówczas Zespół Muzyki Cerkiewnej przy Warszawskiej Operze Kameralnej. Po moim zaproszeniu nie kazał na siebie długo czekać. Od tej pory wspomaga nas cały czas. Uczestniczył w pierwszej edycji Festiwalu jako Przewodniczący Jury i kierował pierwszym w jego ramach profesjonalnym chórem podczas ówczesnego koncertu galowego. Ks. Szurbak wielokrotnie uczestniczył w naszym Festiwalu i jest jego laureatem. Oprócz tego, jest jurorem i naszym stałym konsultantem. Dzielimy się z nim naszymi troskami i sukcesami. Przez wiele lat nie mógł w Festiwalu uczestniczyć, ponieważ otrzymał zakaz swoich przełożonych. Co dziwne, choć jest osobą duchowna, w czasie Festiwalu nigdy nie reprezentował Kościoła, z którego pochodzi. Zawsze kiedy zwracaliśmy się do hierarchów Cerkwi Prawosławnej, żeby zaproponowali swojego przedstawiciela do udziału w jury, przesyłali różne znakomitości, mniej lub bardziej znane, ale nigdy nie powiedzieli „Jak to? Przecież od początku jest z wami i wspomaga was ks. Jerzy Szurbak". Jest to dla mnie wielki człowiek, którego pomoc dla Festiwalu i propagowania muzyki cerkiewnej w świecie jest bezcenna. To już w Polsce swoisty symbol. Parafrazując Majakowskiego: mówi się muzyka cerkiewna, myśli się ks. Szurbak, myśli się ks. Szurbak, mówi się muzyka cerkiewna. Od środowiska, które powinno go cenić i okazywać mu jak najdalej idącą pomoc, doświadcza niestety często niemiłych działań.

W tym roku mija też piętnaście lat od założenia Fundacji „Muzyka Cerkiewna". Jak to się stało, że doszło do jej założenia?

— Festiwal to nie tylko jego kształt artystyczny, ale to cały sztab organizacyjny kierowany od dwudziestu kilku lat przez panią Irenę Parfieniuk. To także finanse. Każda impreza może się odbyć pod pewnymi warunkami. Jeżeli są: wykonawcy, organizatorzy, publiczność i finanse. Jak dotychczas było to wszystko, ale największy problem mamy z finansami. W ciągu piętnastu lat stworzyliśmy znaną i cenioną w świecie imprezę symbol, która nie miała jednak ani swojego kąta ani prawnego i finansowego statusu. Dzięki uprzejmości i życzliwości bankowców pozyskiwane na festiwal środki lokowane były na subkoncie kierowanego przeze mnie Hajnowskiego Domu Kultury. W połowie lat 90 zmieniły się zasady dofinansowywania imprez, a także przepisy bankowe. XV Festiwal stanął pod znakiem zapytania. Ministerstwo Kultury jako najważniejszy sponsor preferowało dofinansowywanie imprez poprzez wspieranie organizacji pozarządowych. W tej sytuacji dla ratowania Festiwalu postanowiliśmy taką organizację powołać. Do wyboru mieliśmy stowarzyszenie albo fundację. Czas naglił. Nasi przyjaciele, warszawscy prawnicy podpowiedzieli, że procedura prawna przy powołaniu fundacji jest szybsza. Tak więc 22 kwietnia 1996 r. jedyny wówczas prowadzący te sprawy Sąd Gospodarczy dla miasta stołecznego Warszawy wydał postanowienie o rejestracji Fundacji „Muzyka Cerkiewna". To zapewniło dalsze istnienie i rozwój Festiwalu. Ale Fundacja to pozarządowa instytucja kultury, zajmująca się nie tylko upowszechnianiem muzyki cerkiewnej. To także Białowieskie Dni Muzyki Sakralnej, międzynarodowy festiwal, podczas którego prezentujemy dorobek wszystkich konfesji religijnych żyjących na terenie Podlasia. Fundacja upowszechnia również dorobek kultury świeckiej. To takie imprezy jak białowieskie „Peretocze" i „Spotkania z Arią". „Rok Newerlego", spotkania z wieloma wybitnymi ludźmi, którzy zaszczycili nas i naszą „Czerlonkę" — budynek byłego przystanku kolejowego, uratowany od zniszczenia również przez Fundację. Działające od wielu lat w tym budynku Centrum Promocji Regionu to pozarządowa instytucja kultury prowadząca całoroczną różnorodną działalność organizacyjna, wystawienniczą, wydawniczą, a także z konieczności informacyjną dla turystów. To również siedziba Biura Organizacyjnego i samego Festiwalu „Hajnówka". A wracając do Festiwalu. Przez kilka lat był on organizowany wspólnie, przez Hajnowski Dom Kultury i Fundację „Muzyka Cerkiewna". Życie jednak postawiło warunek, że organizatorem imprezy jest instytucja, która ją finansuje. I tak Fundacja zajmująca się pozyskiwaniem środków, finansowaniem i rozliczaniem Festiwalu musiała stać się jego głównym organizatorem. Pamiętaliśmy jednak o domu kultury i sześć edycji odbyło się z jego udziałem, w optymalnym modelu organizacyjnym. Przed kolejną XX edycją model ten został jednak przez hajnowskich polityków skutecznie zakwestionowany. Kiedy w Hajnówce odbywał się nasz XXI Festiwal Muzyki Cerkiewnej, ludzie, którzy podważyli nasze doświadczenia, autorytety i sprawdzony model, zorganizowali swoją nową imprezę, Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej w oparciu o wypracowany i sprawdzony przez nas model organizacyjny. Stworzyli również tak, jak i my organizację pozarządową — stowarzyszenie, które jest głównym organizatorem. Prowadzone przez nich od kilku lat, a zwłaszcza w tym roku działania, to bezprzykładna bezprawna próba zawłaszczenia naszego dorobku dziesięcioleci. Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej, które — tak, jak i Stowarzyszenie je organizujące, powstały w 2002 r. świętuje 30-lecie swojego istnienia. Co ciekawe, wiele instytucji potwierdza tę nieprawdę.

Rozmawiał
Maciej Chołodowski
Tygodnik „Niwa" – 2011 r.

 

wstecz


Copyright © Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cerkiewnej — Hajnówka 2011